Blog > Komentarze do wpisu
101
nigdy się nie zastanawiam, co będę robił, gdy dobiję setki. przede wszystkim dlatego, że jej nie dobiję. w tym zawodzie nie przechodzi się już na wcześniejszą emeryturę, zresztą mało kto widział emerytowanego dziennikarza. zapytała mnie kiedyś pewna pani doktor, badając mnie i kiwając głową nad moimi wynikami: "gdzie pan pracuje?" jak jej odpowiedziałem, odparła zadowolona: "a wie pan, że dziennikarze mają drugi w kolejności współczynnik umieralności? tuż po chirurgach!". doprawdy pocieszające.

ale ostatnio zacząłem kombinować, co by było, gdybym jednak miał zawyżyć te statystyki. zacząłem po spotkaniu z bardzo miłym facetem, z którym robiłem wywiad. pan kordian niedawno zdmuchnął 101 świeczek na torcie. i to dopiero wyczyn!



w 1919 roku do warszawy z poznania przyjechał pociągiem ignacy paderewski. pan kordian stał z ojcem w tłumie warszawiaków witających przyszłego premiera. w 1922 roku widział, jak młodzi ludzi na krakowskim przedmieściu obrzucają śnieżkami powóz, którym gabriel narutowicz wracał z zaprzysiężenia na prezydenta. w 1935 roku wyruszył wraz z żoną w rejs dookoła świata transatlantykiem józef piłsudski. przywiózł z tej podróży piękne zdjęcia. we wrześniu 1939 roku odwoził wicemarszałka sejmu swoim prywatnym autem do granicy z rumunią. o mało go w drodze powrotnej rosjanie we lwowie nie dopadli, ale jakoś udało mu się dojechać do warszawy.

oczy rosną ze zdumienia, gdy słucha się historii pana kordiana. a już zupełnie wyłażą z orbit, gdy zacznie się z nim rozmawiać o współczesności - o wynikach gospodarczych strefy euro, o pomysłach rządu na przejście przez kryzys, o cięciach w budżecie. "po prostu się interesuję, gazety czytam" - odparł rozbrajająco pan kordian, gdy zauważyłem, że ze sprawami tego świata jest mocno na bieżąco. a dlaczego miałby nie być, skoro jeszcze do tej pory zdarza mu się wyskoczyć do kawiarni na dobrą mocną kawę. zamiłowanie do kawy zostało mu z lat młodości. przed wojną, jako dwudziestoparoletni chłopak zaczął prowadzić słynną warszawską palarnię kawy "pluton". gdyby nie niemcy, a potem władza komunistyczna, pewnie rozkręciłby niezły kawowy koncern. zresztą niedawno reaktywował firmę. myśli o założeniu muzeum kawy pod szyldem "plutona". naprawdę zakręcony z niego staruszek.

spędziłem u niego grubo ponad godzinę. skończyło mi się miejsce na dyktafonie, a i tak siedzieliśmy i gadaliśmy. z żalem potem ciąłem spisaną rozmowę. jej brutalnie okrojony zapis trafił już do internetu - jest w linku poniżej. w druku - obawiam się - zmieści się jeszcze mniej literek.

"Jestem wygrany". Rozmowa z Panem Kordianem >>>
piątek, 06 stycznia 2012, grover77