Kategorie: Wszystkie | autopsja | fotototo | takie tam | śmigor i ola
RSS
niedziela, 01 kwietnia 2012
godzina po ciemku
w piątek wychodzimy ze szkoły. śmigor pokazuje mi wiszący na drzwiach plakat promujący akcję "godzina dla ziemi" i tłumaczy:

chodzi o to, żeby w sobotę przez godzinę nie zapalać światła.


ja: chyba nie sądzisz, że będę siedział od 20:30 przez godzinę po ciemku.

śmigor:
to mam pomysł. możemy urządzić tę godzinę rano.

piątek, 06 stycznia 2012
101
nigdy się nie zastanawiam, co będę robił, gdy dobiję setki. przede wszystkim dlatego, że jej nie dobiję. w tym zawodzie nie przechodzi się już na wcześniejszą emeryturę, zresztą mało kto widział emerytowanego dziennikarza. zapytała mnie kiedyś pewna pani doktor, badając mnie i kiwając głową nad moimi wynikami: "gdzie pan pracuje?" jak jej odpowiedziałem, odparła zadowolona: "a wie pan, że dziennikarze mają drugi w kolejności współczynnik umieralności? tuż po chirurgach!". doprawdy pocieszające.

ale ostatnio zacząłem kombinować, co by było, gdybym jednak miał zawyżyć te statystyki. zacząłem po spotkaniu z bardzo miłym facetem, z którym robiłem wywiad. pan kordian niedawno zdmuchnął 101 świeczek na torcie. i to dopiero wyczyn!



w 1919 roku do warszawy z poznania przyjechał pociągiem ignacy paderewski. pan kordian stał z ojcem w tłumie warszawiaków witających przyszłego premiera. w 1922 roku widział, jak młodzi ludzi na krakowskim przedmieściu obrzucają śnieżkami powóz, którym gabriel narutowicz wracał z zaprzysiężenia na prezydenta. w 1935 roku wyruszył wraz z żoną w rejs dookoła świata transatlantykiem józef piłsudski. przywiózł z tej podróży piękne zdjęcia. we wrześniu 1939 roku odwoził wicemarszałka sejmu swoim prywatnym autem do granicy z rumunią. o mało go w drodze powrotnej rosjanie we lwowie nie dopadli, ale jakoś udało mu się dojechać do warszawy.

oczy rosną ze zdumienia, gdy słucha się historii pana kordiana. a już zupełnie wyłażą z orbit, gdy zacznie się z nim rozmawiać o współczesności - o wynikach gospodarczych strefy euro, o pomysłach rządu na przejście przez kryzys, o cięciach w budżecie. "po prostu się interesuję, gazety czytam" - odparł rozbrajająco pan kordian, gdy zauważyłem, że ze sprawami tego świata jest mocno na bieżąco. a dlaczego miałby nie być, skoro jeszcze do tej pory zdarza mu się wyskoczyć do kawiarni na dobrą mocną kawę. zamiłowanie do kawy zostało mu z lat młodości. przed wojną, jako dwudziestoparoletni chłopak zaczął prowadzić słynną warszawską palarnię kawy "pluton". gdyby nie niemcy, a potem władza komunistyczna, pewnie rozkręciłby niezły kawowy koncern. zresztą niedawno reaktywował firmę. myśli o założeniu muzeum kawy pod szyldem "plutona". naprawdę zakręcony z niego staruszek.

spędziłem u niego grubo ponad godzinę. skończyło mi się miejsce na dyktafonie, a i tak siedzieliśmy i gadaliśmy. z żalem potem ciąłem spisaną rozmowę. jej brutalnie okrojony zapis trafił już do internetu - jest w linku poniżej. w druku - obawiam się - zmieści się jeszcze mniej literek.

"Jestem wygrany". Rozmowa z Panem Kordianem >>>
wtorek, 20 września 2011
babcia
igor został uczniem. bardzo jest tym przejęty. ogląda moją legitymację szkolną, na zdjęciu w której jestem jego rówieśnikiem. babcia renia podsuwa mu swoją legitymację z liceum.

igor (wyraźnie zaskoczony):
babcia, a ty też chodziłaś do szkoły?

babcia: no, tak.

igor: a w średniowieczu były szkoły?

sobota, 03 września 2011
świetlica
marta: po lekcjach zostaniesz w świetlicy.

igor z przerażeniem w oczach: ale muszę?

marta: tak.

igor: ale czy tam jest światło?

marta: w świetlicy? jest. a dlaczego pytasz?

igor: bo myślałem, że to ciemnica.

sobota, 25 czerwca 2011
kompletnie zryty
dwa dni w jedwabnem. dwa dni szwendania się tu i tam, dwa dni zaczepiania ludzi na ulicach i dosiadania się na ławeczce w parku, dwa dni uśmiechania się i grzecznego potakiwania, dwa dni delikatnego pociągania za język i udawania, że nic nie wiem, dwa dni smagania słońcem i deszczem, dwa dni rozmów przez zamkniętą furtkę i uchylone drzwi, dwa dni przeglądania starych zdjęć i wysłuchiwania rodzinnych nudów, dwa dni przesadnych obiadów i kaw podawanych w szklankach, dwa dni strzałów w dziesiątkę i dziesiątek wątpliwości, dwa dni świeżych znajomości i śmierdzących zaszłości, dwa dni rozdrapywania starych ran i szukania źdźbła w oku, dwa dni wysłuchiwania opowieści, od których skóra cierpnie i odwiedzania miejsc, od których oczy bolą, dwa dni krwawych relacji i makabrycznych szczegółów, dwa dni święta hipokryzji i festiwalu nienawiści... dwa dni... wystarczy...
niedziela, 12 grudnia 2010
piękny brud
ja: pojedziesz ze mną na myjnię?

śmigor: ale tata, nie myj samochodu.

ja: dlaczego? widziałeś, jaki jest usyfiony?

śmigor: ale ten brud tak ładnie się na nim układa.

nie pojechałem. obudził we mnie duszę artysty.

czwartek, 28 października 2010
przeginka
uwielbiam te opary absurdu unoszące się nad naszą polityką. uwielbiam, gdy co raz któraś z wpychających się na szkło mord dorzuci tak do pieca, że głupotą strzeli wokół jak iskrami z paleniska. uwielbiam tych mądrali, którym się wydaje, że słońce świeci centralnie na ich tyłek. uwielbiam patrzeć, jak robią z siebie kretynów i tego nie dostrzegają, oślepieni własnym blaskiem.

pierwszy przykład z brzegu. groźny masowy morderca Ryszard C., egzekutor z nadania PO, Leon Zawodowiec na miarę naszych czasów, spowodował taką histerię wśród polityków, że aż śmiać się chce. rację ma szef BOR, który mówi, że akty agresji same się napędzają, ale po co sam je napędza, mówiąc tajemniczo o jakichś sygnałach o zagrożeniach wymierzonych w polityków. efekt przypomina zabranie niemowlakowi smoczka na placu zabaw - jeden zaczyna płakać, a po chwili drą się już wszystkie dzieciaki, wołając mamę i domagając się przytulenia.

trzeba być naprawdę niezłym debilem, żeby w biurze PiS w Łodzi z pistoletem w dłoni szukać Jarosława Kaczyńskiego. panie Ryszardzie C., proszę się nie obrażać, ale taka jest prawda. jeśli bierzemy na poważnie takie "zagrożenie", to ja też chciałbym dostać rządową ochronę. mam bowiem podstawy sądzić, że Ryszard C., kiedy w sierpniu po południu kupował bułki w łódzkiej piekarni, to szukał w niej właśnie mnie. i tylko cud uratował mnie przed śmiercią z rąk tego szaleńca.

poza tym, nie możemy zapominać, że przecież Ryszard C. był taksówkarzem, co w wielkim niebezpieczeństwie stawiało wszystkich jego klientów, a szczególnie tych podobnych do Jarosława Kaczyńskiego. służby nie mogą być obojętne na takie zagrożenie! musimy chronić naszych obywateli! do każdej taksówki należy przydzielić po jednym policjancie, przecież ludzie mają prawo czuć się bezpiecznie! ale na tym nie koniec. aż strach pomyśleć, co z pewnością groziło pasażerom komunikacji miejskiej, z której przecież także korzystał Ryszard C. przecież mógł ich pozabijać. a ilu jego naśladowców może teraz wsiąść do tramwaju i autobusu, dybiąc na życie niewinnych obywateli? ratunku! pomocy! ochrony! jednostek grom na przystankach! komandosów formozy przy kasownikach! snajperów na dachach autobusów!

a premier Szwecji jeździ do pracy tramwajem...
jakie to dziwne, przecież w 1986 r. szaleniec zastrzelił na sztokholmskiej ulicy Olofa Palmego, szefa szwedzkiego rządu. to naprawdę dziwne... i takie niepolskie...

środa, 13 października 2010
prywata
ja: jutro widzę się z prezydentem. mam go o coś zapytać od ciebie?

śmigor: z komorowskim?

ja: z komorowskim.

śmigor:
to powiedz mu, że ja, igor nowik, bardzo go
lubię i zapytaj, dlaczego musieli teraz remontować ulicę dźwigową
.

23:47, grover77
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30